meet.js Summit na nizinach

W ostatnią sobotę w Gdańsku odbyła się konferencja front-endowa meet.js Summit. Idea ciekawa i obiecująca. Organizacja też niezła, ale był jeden problem. Mimo chęci ciężko go nazwać małym – ponieważ ten problem stanowiła większość prezentacji

Spotkanie odbyło się w Amber Expo, centrum targowym na przeciwko PGE Areny. Wstęp był wolny, lecz liczba biletów ograniczona. Udało mi się załapać na rzut last minute. All inclusive w dodatku, bo organizatorzy zadbali nie tylko o przerwy kawowe, ale również o lunch w pubie T29 na PGE Arenie. Od strony organizacyjnej ciężko się do czegokolwiek przyczepić, harmonogram był realizowany precyzyjnie jak rzadko, uczestnicy oprócz lunchu mogli faszerować się do oporu ciastkami lub owocami. Mam tylko wrażenie, że przerwy były zbyt długie, a całość zupełnie niepotrzebnie była prowadzona po angielsku. Nie, żeby mi to bardzo przeszkadzało, tyle tylko, że zważywszy na liczność (a raczej nieliczność) zagranicznych gości, nie sądzę, żeby było to bardzo potrzebne.

Problem był głębszy, mianowicie prelegenci. Naprawdę dobra była jedna prezentacja – Juriy Zaytsev przedstawił stworzoną i rozwijaną przez siebie bibliotekę fabric.js służącą do obiektowych manipulacji canvasem. Poziom w miarę trzymały jeszcze 2 inne prezentacje – pierwsza, to mimo kilku nieudanych dem prosto pokazująca nowe webowe gadżety w stylu przeglądarkowej obsługi kamery, wideokonferencji etc. Druga była o frameworku Angular.js – niezła, choć bardzo skrótowa. Fajną ciekawostką, lecz raczej demo-przerywnikiem niż kompletną prezentacją, było show z opartym na socketach quizem dla publiczności.

Co z resztą spośród 11 punktów programu? Niestety, reszta prelegentów moim zdaniem nie trafiła w punkt wyważenia zakresu wiedzy i umiejętności jej przedstawienia. Z jednej strony były prezentacje o bardzo podstawowych mechanizmach lub po prostu pokazujące zbiór używanych narzędzi. Z drugiej przeładowane szczegółami przeglądy kodu i parametrów.

A największym rozczarowaniem było dla mnie wystąpienie JSowego celebryty – Damiana Wielgosika, które choć miejscami zabawne, zupełnie rozminęło się z tym, czego oczekiwałem. Może to moja wina, bo czytając tytuł „One day in the life of a front-end programmer” spodziewałem się, że to jakaś podpucha, a tu klops – było dokładnie o tym, jedynie w krzywym zwierciadle.

Ogólnie tytuły prezentacji stanowiły dość spory problem i z reguły słabo oddawały treść.

Podczas rozmów w przerwach, kiedy podzieliłem się swoimi uwagami, zapytano mnie: „czego chciałbyś posłuchać na tej konferencji”. Odpowiedź brzmi – czegokolwiek o JS. Nie mam pojęcia, o czym chciałbym posłuchać i to jest właśnie brocha prelegenta, żeby zaciekawić mnie tym, czym on chce. Przykładowo nigdy nie zagadnąłbym o obsługę canvasu, a okazało się to najlepszą prezentacją Summita.

Zdaję sobie sprawę, że takie dotarcie do widza może nie być łatwe. Sam pewnie bym nie potrafił, ale to jeden z powodów, dla których jeszcze na żadną konferencję się jako prelegent nie próbowałem załapać. Bo czy wyobrażacie sobie dwudziestominutową, trzymającą w napięciu prezentację o instalowaniu środowiska developerskiego albo o walidacji formularzy? Tak długo, jak do przekazania mam tylko takie treści, nie będę się nikomu narzucał.

Meet.js Summit zakończone, teraz pozostaje poczekać i zobaczyć czy i co ciekawego przyniosą lokalne spotkania meet.js.

PS. Ciekawostką na zakończenie konferencji były czekające pod budynkiem oddziały policji, w pełnym rynsztunku gotowe do pałowania front-endowców, gdyby któryś zwolennik Coffee Scriptu chciał wzniecić zamieszki przeciwko Type Scriptowcom. Albo jakiś Emberowiec podkosił szalik któremuś Angularowcowi. Choć z drugiej strony może miało to jakiś związek z trwającym nieopodal meczem Lechia vs. Lech…

2 myśli nt. „meet.js Summit na nizinach

    • Cieszę się, że mimo paru gorzkich słów uznałeś relację za fajną.
      Trzymam: kciuki i za słowo 😉

      Pozdrawiam