Volvo symbolem… szaleństwa

Na dobry początek zagadka. Jaka marka samochodów do tej pory kojarzyła się głównie z bezpieczeństwem, ale teraz wolałaby przywodzić na myśl szaleństwo? W której znanej firmie samochodowej chcą, by nazwa ich aut przywoływała dreszczyk emocji, a nie tylko dreszczyk napinających się, trzypunktowych pasów bezpieczeństwa? Kto zgadnie, otrzymuje 10 punktów (które oczywiście nie mają znaczenia). Kończąc tę nieudolną próbę zaszczepienia tu grywalizacji, po tym jak suspens zabiłem już samym tytułem, potwierdzam: chodzi o Volvo, a konkretniej o Volvo Trucks. Zatem popcorn z mikrofali w dłoń i zapraszam na YouTube’owy seans (krótki, więc wystarczy nawet ta ilość popcornu, która nie zdążyła się spalić).

Dla precyzji od razu wyjaśnijmy, że Volvo Trucks to już nie jest ta sama firma, co produkująca osobówki Volvo Car Corporation, która to obecnie jest własnością Chińczyków z Geely. Sprawy własnościowe jednak swoją drogą, a logo i nazwa marki nadal wspólnie funkcjonują w świadomości.

Wspomniane już trzypunktowe pasy bezpieczeństwa z napinaczem (patent, który Volvo zgłosiło, ale pozwoliło wszystkim korzystać z niego za darmo), strefy zgniotu, nowe systemy wspomagające jazdę w nocy – we wszystkich tych aspektach podnoszących bezpieczeństwo (tak w osobówkach jak i w ciężarówkach) Volvo było i jest, jeśli nie pierwsze, to przynajmniej w światowej czołówce. Natychmiastowe skojarzenie, jakie wyrobiło sobie Volvo przez wiele lat, to bezpieczeństwo.

Najwyraźniej jednak komuś w dziale marketingu Volvo Trucks się to znudziło. I postanowili coś z tym zrobić przy okazji promocji nowej serii ciężarówek. Zaczęli mocno, potem podtrzymali tempo, a ostatnio dołożyli do pieca. Ciekawe, co knują na przyszłość. Po kolei.

Najpierw zaproszono akrobatkę (nie wiem, jak prościej nazwać osobę uprawiającą highlining – highlinerką?), aby przespacerowała się na linie rozciągniętej pomiędzy dwiema ciężarówkami. Jadącymi po budowanej autostradzie. Z szybkością 80km/h. W kierunku tuneli. Które to tunele przetną tę linę. Zwyczajna akcja, też czasem rano sobie myślę „Co by tu dzisiaj ciekawego zdziałać. Może przejdę się po linie między pędzącymi ciężarówkami”. Potem przypomina mi się, że nie jestem mistrzem (a tym bardziej mistrzynią) highliningu, nie dysponuję dwiema ciężarówkami, a i z autostradami krucho – choć jakaś w budowie by się pewnie znalazła. W każdym razie The Ballerina Stunt  wygląda tak:

Skoro akrobatka przeżyła, pora na coś innego. Zasiadł zatem pion marketingu do konsumpcji kiszonego śledzia i wymyślili: Niech chomik wyprowadzi ciężarówkę z kopalni odkrywkowej. Były kiedyś woły robocze, niech będą robocze chomiki (nie mylić z chomikiem bojowym). Proszę bardzo

Z chomikiem poszło nieźle, choć próbował przeciwstawić się reklamowemu ciemiężcy i ściągnąć go w przepaść. Pora na większy kaliber zwierząt, uznał ktoś zsiadając z łosia na firmowym parkingu. Jednak skończyło się nie na łosiach w mroźnej Skandynawii, tylko na bykach w Hiszpanii. I „Ciudad Rodrigo Drift” wykonywany ośmiotonówką.

Do działu marketingu zajrzał prezes firmy. Jednak zamiast zapytać pracowników, czego się do diabła nałykali, stwierdził że odwalają bardzo dobrą robotę. Zapytał też, jak mógłby im pomóc. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Prezes ledwo się obejrzał, a już stał na…

… masce wiszącego nad basenem portowym samochodu. Jeśli prezes mógł zaryzykować, to czemu inni pracownicy by nie mogli. Np. inżynier odpowiedzialny za konstrukcję zawieszenia i ogólnie za temat prześwitu w budowlanym modelu FMX (taki sam samochód wisiał przed chwilą w porcie). Swoje medialne pięć minut przeżył na jakiejś pustyni, zakopany po szyję.

Po tym występie najwyraźniej wszyscy pracownicy związani z powstaniem nowej serii samochodów wzięli zwolnienia lekarskie i wykorzystali zaległe urlopy. W związku z brakami kadrowymi, musiano sięgnąć po profesjonalistów. Swoje umiejętności zaprezentował więc Jean-Claude Ja Wam Dam w miniaturze The Epic Split.

Wygląda na to, że zatrudnienie Van Damme’a się opłaciło – ten filmik zrobił dużo szumu w sieci – znacznie więcej, niż poprzednie.

Póki co na tym kończą się szaleństwa Volvo, ale nie zdziwię się, jeśli następne jeszcze nadejdą. Trzeba jednak przyznać, że kiedy marketingowcy szaleją po całym świecie, inżynierowie robią tam tak samo dobrą robotę, jak do tej pory, o czym świadczą inne materiały udostępniane na kanale Volvo Trucks

i na innych profilach poświęconych samochodom

Bezpieczeństwo, wygoda, stabilność prowadzenia – w Volvo Trucks chwalą się, że to „state of the art” i zdaje się, że mają rację. Przynajmniej jak na oko pasjonata.

Zwykle w swoich wpisach opieram się na faktach tak silnie jak się da, a gdzie się nie da – równie silnie na swoich przekonaniach. Tym razem jednak prawdopodobieństwo, że opisany ciąg zdarzeń występujących w siedzibie Volvo Trucks (od chęci zerwania z wizerunkiem bezpieczeństwa aż po falę zachorowań i urlopów) jest bliskie zeru. Choć nie zerowe.

Możliwość komentowania jest wyłączona.