Wszystko (p)o kolei

W przeciwieństwie do PKP, kolej w Holandii jest zorganizowana na wysokim poziomie (choć nie bez kilku wpadek). Ale dokładnie tak samo jak pekap jest chłopcem do bicia dla opinii publicznej. Gęsta siatka połączeń, szybkie przejazdy, względnie przyjazne ceny i udział w ogólnoholenderskim systemie OV-chipkaart – to holenderskie podejście do kolei, ale najwyraźniej nie jest to jednak silver bullet.

Do dyspozycji każdego, kto nie chce lub nie może korzystać z rozległej sieci autostrad, albo po prostu nie miałby ochoty przedzierać się samochodem przez miasto i płacić za parking, holenderskie koleje oferują kilka marek połączeń kolejowych.
Najniższą w hierarchii jest Sprinter – pozdrowienia dla SKM, gdzie Sprinter to szczytowe osiągnięcie logistyki, jeżdżące tylko na połowie trasy i z roku na rok coraz wolniej. Holenderskie Sprintery obsługiwane przez państwowego przewoźnika NS to odpowiednik naszych osobówek. Zatrzymują się na praktycznie każdej stacji, ale zdarza im się jeździć na całkiem długich trasach. Główny tabor to Sprinter Lighttrain, co jest wyjątkowym źródłem utrapienia dla pasażerów – z tego prostego względu, że konstrukcyjnie po prostu nie są wyposażone w toalety. Inne pociągi „osobowe” obsługuje znana również z polskiego rynku Arriva – ta dysponuje głównie składami typu GTW – podobnymi do zdarzających się w Polsce pociągów Flirt.

Następna marka to Intercity – tu pozdrowienia dla PKP IC, gdzie z kolei Intercity jest prawie szczytem luksusu i szybkości. Holenderskie Intercity w polskich realiach nazywałoby się  „pociągiem przyspieszonym” – czasy podróży krótsze głównie ze względu na ograniczoną liczbę przystanków i składy nieco lepsze – najciekawsze są tzw. Koplopery oraz dwupiętrowe zespoły trakcyjne.

A co, jeśli spieszy nam się jeszcze bardziej, a portfel jeszcze nie świeci pustkami – wybieramy HiSpeed. Te pociągi zatrzymują się tylko na naprawdę ważnych stacjach, więc czas przejazdu nimi jest jeszcze krótszy – ale nie tak krótki jak w przypadku…

… pociągów FYRA – kolei niemalże wysokich prędkości. Najszybsze połączenia obsługiwane przez lokomotywy z wagonami, jeżdżące po innych trasach niż regularne linie – np. z Rotterdamu do Amsterdamu tną prosto przez kraj, zatrzymując się jedynie na lotnisku Schiphol, podczas gdy inne pociągi jadą objazdem przez Hagę i zatrzymują się na kilku dodatkowych stacjach.

Mamy też ciekawostkę – z Amsterdamu lub Rotterdamu można wybrać się na wycieczkę do Paryża koleją wysokich prędkości Thalys – pochodną słynnego TGV. Pociągi podróżują po specjalnych liniach wysokich prędkości, lecz czasem jadą też zwykłymi torami – głównie w okolicach Amsterdamu i Rotterdamu, ze względu na postoje na tych samych stacjach, co reszta pociągów.

Dodatkowo we wszystkich pociągach jest głosowa informacja dotycząca przystanki. W nowych i modernizowanych składach są także ekrany z informacjami o czasie podróży i opóźnieniach – te dane są rzeczywiste, a nie pokazują pobożne życzenia wyrażane rozkładem jazdy jak w PKP.

Wszystko pięknie, więc czemu niewdzięczni Holendrzy narzekają? Niestety, kolej rządzi się swoimi prawami, więc zamarznięte rozjazdy czy ukradziona trakcja potrafią zepsuć udaną podróż. Dodatkowo NS był uprzejmy wyłamać się nieco z krajowego systemu biletu elektronicznego i zastosować dla niego własną implementację – z tego powodu, aby korzystać z takiego udogodnienia, karta musi być specjalnie aktywowana, a przesiadki z innego przewoźnika wymagają osobnego rozliczenia biletów.

Szczególną ciekawostką jest przygoda, która zdarzyła się koleżance z pracy – pociąg stanął „w polu” i nie okazywał żadnych oznak elektrycznego życia. Przerwa w podróży trwała jedyne 2,5h w trakcie których maszyniści kontaktowali się z producentem lokomotywy w celu poznania procedury… restartu całej elektroniki – tak, niektóre błędy w oprogramowaniu są gorsze w skutkach od innych.

Zatem patrząc na holenderską kolej z perspektywy pasażera PKP jestem zachwycony. Ale trudno dziwić się Holendrom, że nie patrzą na naszą kolej mówiąc, ‚faktycznie, mamy lepiej, jest super’ – ale raczej widzą niedoskonałości swojego systemu. Choć mimo wszystko dziwię się aż takiej fali krytyki, która na niego spływa – głównie na NS.

Dla równowagi trzeba jednak przyznać, że NS ma też swoich zagorzałych fanów. Od grudnia Arriva przejmowała jedno z dawnych połączeń obsługiwanych Sprinterem. Na parę dni przedtem wandale włamali się na teren zajezdni i przemalowali nowiutki pociąg. Nie były to jednak byle jakie gryzmoły ani własne impresje artystyczne, lecz – kolory i logo NS 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.