Do paczkomatu jeden krok

Niektóre nowoczesne technologie docierają do mnie dość opornie. Nawet dzisiaj wolałbym odwiedzić placówkę banku niż skorzystać z wpłatomatu. Do dziś też nie korzystałem z dostępnych od jakiegoś czasu paczkomatów. Dokładnie do dziś – bo właśnie się to zmieniło. Jak wrażenia? Aż by się chciało przybić high five z dotykowym ekranem paczkomatu.

Robienie zakupów przez internet zawsze szło mi opornie i przez długi czas rozczarowywało za każdym kolejnym razem. Paczkomaty mają szansę to zmienić, bo zwykle to właśnie kontakt z kurierem – lub choćby próba zorganizowania tego kontaktu, kiedy jestem w pracy – był powodem największych problemów.

Tu odrobina bezwstydnej, niesponsorowanej ale i raczej pozbawionej sensu ze względów terytorialnych reklamy. Coolblue, operator mnóstwa sklepów internetowych w Holandii oferuje swoim klientom takie dogodności jak dostawa tego samego dnia do 22:00 lub następnego dnia rano, jeszcze przed wyjściem do pracy. Standardem jest zwykła dostawa na drugi dzień. Między innymi dlatego nic dziwnego, że po raz szósty zdobyło nagrodę dla najlepszego holenderskiego sklepu internetowego m.in. w zakresie obsługi klienta. Niestety, Coolblue nie świadczy usług w Polsce, zatem jesteśmy zmuszeni korzystać z innych platform sprzedaży i zaakceptować nieco inne standardy dostarczania przesyłek.

Dokonałem więc zakupu w jednym z polskich serwisów i jako formę dostawy wybrałem paczkomat, zachęcony dwoma argumentami: odbiorę paczkę kiedy będę chciał, a ma być gotowa do odbioru już w przeciągu 1-2 dni roboczych (InPost chwali się 97% dostarczeń na drugi dzień). Od tego momentu moja przesyłka spędziła noc w magazynie zanim została nadana. Wtedy sprawy nabrały tempa. Powiadomienie mailem dało mi znać, że paczka jest już pod opieką InPost oraz jaki jest jej identyfikator. Mogłem śledzić ją na stronie, choć to trochę dużo powiedziane, jak na 4 dostępne statusy: przygotowana, nadana, “do odbioru” (tu nie jestem pewien, jaki był tekst na stronie, bo nie zdążyłem sprawdzić, tylko pognałem po paczkę) i odebrana. Kolejne zmiany też były komunikowane mailem, dodatkowo informację o możliwości odbioru dostałem SMSem.

Maile, jakie przychodzą od InPost to osobna ciekawostka. Dokładnie wyliczają ile zajęło dostarczenie przesyłki, a w treści znajdziemy także linki do filmów na Youtube nawiązujących do treści maila – na przykład utworu “Bądź gotowy dziś do drogi” przy informacji, że mogę się już wybrać po moją przesyłkę.

Obsługa paczkomatu – banał. Proste instrukcje i kroki. Identyfikujemy paczkę numerem naszego telefonu, podajemy kod otrzymany SMSem (korciło mnie, żeby kłamliwie wcisnąć przycisk “nie mam kodu” i zobaczyć co się stanie, ale zwyciężyła szczerość). Kiedy z automatycznie otwartej skrytki wyjmujemy przesyłkę, paczkomat przemawia do nas prosząc o zamknięcie jej i powrót przed ekran w celu dokończenia odbioru. Możemy wtedy zgłosić ewentualne uwagi co do paczki lub otrzymać dodatkowe potwierdzenie odbioru. Nie korzystałem z tych opcji i pożegnałem się z paczkomatem.

Ten sposób obsługi z przywołaniem z powrotem przed ekran przypomina mi ciekawy case wczesnych wersji bankomatów. Ponoć procedura wyglądała tak, że po podaniu kwoty najpierw wydawane były pieniądze, a dopiero potem oddawana karta. Skutkiem tego bardzo często zapominano o karcie – ponieważ celem osoby korzystającej z bankomatu jest podjęcie gotówki, a nie odbiór karty. Sprawę przeanalizowano i w tej chwili bankomat nie wyda pieniędzy dopóki nie odbierzemy karty.

Z mojego punktu widzenia, cała zakupy poszły idealnie. Zamówienie złożyłem w środę wieczorem płacąc przez PayU, a w piątek około 20 paczka zameldowała się w paczkomacie. Przez jakiś czas sądziłem już, że przyjdzie mi czekać do poniedziałku. Jednak nie i bardzo to sobie chwalę.

Przy okazji przejrzałem nieco stronę internetową paczkomatów (tak z zawodowej ciekawości). Interesująca jest captcha chroniąca system śledzenia paczki – jest weryfikowana dynamicznie, bez konieczności wysyłania formularza. Dla użytkownika to dobrze, bo bywa podchwytliwa i pomylić S z 8 nie jest tam trudno. Zastanawia mnie jednak, czy nie ma przez to mniejszej skuteczności w ochronie przed automatami. Inną rzeczą są wspomniane wykresy, pokazujące jaki procent paczek jest dostarczanych na drugi dzień. Twórcy strony pamiętali, żeby opisać osie wykresów, ale nagle okazuje się, że tydzień ma około 30 dni! Najdziwniejszą jednak rzecz napotkają niektórzy użytkownicy chcący założyć konto w Managerze Paczek. W procesie rejestracji należy m.in. podać miasto oraz wybrać dwa paczkomaty – główny i alternatywny. Jeśli mieszkamy w Gdańsku i chcielibyśmy wybrać paczkomat przy CH Manhattan, możemy bardzo się zdziwić. Choć w spisach jego numer to GDA 913, próżno szukać go na dostępnej liście wyboru dla Gdańska. Jest natomiast i to jako jedyny na liście dla miejscowości… Gdańsk-Wrzeszcz. Nie powinien być to więc w sumie problem. I nie byłby, gdyby nie potrzeba wybrania paczkomatu alternatywnego, gdzie na liście wyboru – tak jest – znajduje się jedynie ta sama lokalizacja.

Na końcu maila podsumowującego przebieg doręczenia, InPost prosi, żeby polecić paczkomaty znajomym. Pójdę krok dalej i polecę je wszystkim Czytelnikom (reklama znów bezwstydna i niesponsorowana, ale z paczkomatów przynajmniej rzeczywiście możecie skorzystać). Sprawdziły się jako forma odbioru przesyłki, być może spróbuję za ich pomocą kiedyś coś wysłać – spodziewam się, że będzie to również względnie proste. Trzymam kciuki za całą działalność InPost jako konkurencji dla opieszałej poczty i nienadmiernie zaangażowanych kurierów. Tym bardziej trzymam kciuki, że InPost należy do grupy kapitałowej o bliskiej każdemu programiście nazwie Integer.pl 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.