Szybko, szybko! Prędko, prędko!

W komentarzach do recenzji książki o CSS 3 na Facebooku pojawił się temat motoryzacyjny. Teraz też się pojawi. Coś – konkretnie marudzenie z mojej strony – na temat „prędkości dopuszczalnej”.

Najpierw rozprawimy się ze słownictwem. Prędkość dopuszczalna to bzdura. Ktokolwiek miał do czynienia z fizyką łatwo stwierdzi, że przepisy regulują co najwyżej dopuszczalne szybkości. Cóż, żyjemy w uproszczonym świecie i wiele takich nagięć rzeczywistości, zwłaszcza w przepisach, musimy przeboleć. Ale nie tylko fizyka cierpi na niewiedzy i uproszczeniach. Ustawę Prawo o ruchu drogowym zwie się często kodeksem, choć ta żadnym kodeksem nie jest. Tyle „prawniczenia” z mojej strony, prawnikiem nie jestem, a i nomenklatura jest tutaj wtórnym problemem. Kto chce poczytać więcej o prawie i prawopodobnych tematach, powinien zajrzeć na olgierd.bblog.pl.

Do rzeczy. Ciągle, stale i na każdym kroku słyszymy „noga z gazu” – przemawiają do nas w ten sposób w radio, w telewizji i na portalach internetowych. Produkują się policjanci, instruktorzy jazdy i różne mniejsze lub większe autorytety. A ja nieodmiennie im odpowiadam – walnijcie się w głowę, a najlepiej kopnijcie tą zdjętą z gazu nogą.

Technicznie rzecz ujmując, zdjęcie nogi z gazu jest bez sensu. Jeśli zdejmie się nogę z gazu, to stoi się, a w najlepszym razie wlecze na jałowych obrotach.

Oczywiście wszystkie te gadające głowy nie mają na myśli dosłownego zdjęcia nogi z gazu – zdaję sobie sprawę. Nawiązują zawsze do tego, żeby jeździć wolniej. Jeszcze wolniej?!? Przejechałem w ostatnią sobotę samochodem pół polski i chyba akurat trafiłem na Ogólnopolski Dzień Jazdy Siedemdziesiątką – choć Wikipedia tego nie potwierdza. W czym to komu ma pomóc? Chyba tylko w tym, żeby sprawcy wypadków mieli czyste sumienie: „przecież jechałem wolno”.

Nasze dopuszczalne na jednopasmowych drogach 90 km/h to mało na dzisiejsze standardy. Próbowałem się dowiedzieć, od kiedy funkcjonuje taki limit. Nie udało mi się, bo nikt z kim o tym rozmawiałem nie przypomina sobie niższych wartości. A nie ograniczyłem się do przepytania przedszkolaków. Większość naszych dróg krajowych bez problemu mogłaby mieć limity na poziomie 110 – 120 km/h. Przekraczano by te limity? Oczywiście, znaleźliby się tacy, którzy je przekroczą. Ale sądzę, że znacznie mniej – bo 120 wydaje się być już całkiem rozsądną szybkością. Dodatkowo ograniczenie szybkości na niektórych zakrętach lub w innych mniej bezpiecznych miejscach do 90 czy nawet 70 miałoby sens i znaczenie. W tej chwili ograniczenia szybkości działają jak wołanie pastuszka, że wilki atakują. Gdy po raz kolejny okaże się, że to nie prawda – że spokojnie można przejechać jakiś zakręt ze znacznie większą niż widoczna na znaku szybkością, następnym razem uznamy, że nie ma sensu zwalniać. A potem pojawia się zakręt, na którym rzeczywiście zwolnić wypadało (tak na marginesie – to jest świetne pole do wykorzystania nawigacji w trasie – nie do wskazywania drogi, ale do obejrzenia jej z wyprzedzeniem, oceny z jak długą prostą lub jak ostrym zakrętem mamy do czynienia, oczywiście zachowując „ograniczone zaufanie”).

Czy zatem postuluję przekraczanie dopuszczalnych szybkości? Nie. Postuluję myślenie. Do tego sprowadza się wszystko na drodze. To myślenie przydaje się nie tylko za kółkiem. Dzielni Panowie Policjanci przyjeżdżając na miejsce wypadku popatrzą na długość drogi hamowania, na to przy ilu zatrzymał się licznik etc. po czym wnikliwie analizując wyniki pomiarów stwierdzą „nadmierna prędkość”. I nie zastanowi ich to, że ślady hamowania są na przeciwnym pasie, lub że rozbity samochód wjechał prosto w drzewo zamiast wpisać się w łuk drogi. Hurra, możemy wpisać do statystyk kolejny wypadek spowodowany „nadmierną prędkością” – to już 70%! Trzeba koniecznie coś z tym zrobić!

Pozwolę sobie, a co mi tam, odwołać się do mojego guru w kwestiach samochodowych: To nie szybkość zabija, ale gwałtowne zatrzymanie – powiada Jeremy Clarkson. Na pierwszy rzut ucha brzmi jak pewne nagięcie i figura czysto retoryczna, ale tak nie jest – to bardzo ścisłe sformułowanie dotyczące sedna problemu.

Nadmierna szybkość nie jest przyczyną, jest skutkiem. Kierujący nie myślał, w związku z czym nie dostosował szybkości do warunków i (a nie dlatego) spowodował wypadek. Równie dobrze może spowodować wypadek dostosowując szybkość oraz trzymając się limitów.

Jakiś czas temu przeczytałem bardzo ciekawy artykuł na temat poszkodowanych i sprawców zdarzeń komunikacyjnych. Szczerze polecam – okazuje się, że to nie stereotypowy dwudziestopięciolatek za kierownicą BMW jadący 200 km/h po wypiciu alkoholu i zażyciu narkotyków naraz jest złem wcielonym. Te dwie ostatnie kwestie oczywiście robią z niego co najmniej sprawcę wykroczenia, albo nawet przestępcę, ale nie jedynego głupca na drodze.

W temacie szybkości, a konkretnie jej kontroli, wykonano jakiś czas temu bardzo ważny krok – w tej chwili umiejscowienie fotoradarów, do niedawna tak radośnie rozstawianych przez gminy w całkiem bezpiecznych miejscach z wydumanymi ograniczenia szybkości, musi zatwierdzić Inspekcja Transportu Drogowego. Tym sposobem rozdzielono tego, kto zbiera kasę, od tego, kto decyduje o instalacji radaru. Krok w dobrym kierunku, ale niestety spodziewam się teraz dwóch kroków w złym. Dołączenie bramownic viaToll do systemu fotoradarów, odcinkowe pomiary prędkości – kandydaci na uwstecznienie w rozwoju już są.

Co z tego wszystkiego wynika? W sumie niewiele – pamiętacie wrzawę po podniesieniu limitów na autostradach i ekspresówkach? Negatywne komentarze płynęły nawet z okolic Brukseli. Dlatego nie wydaje mi się prawdopodobne, aby ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i zamiast bezmyślnie wpisywać do statystyk przekroczenie szybkości, zaczął myśleć o dostosowaniu systemu do dzisiejszych czasów – zarówno limitów, jak i kontroli szybkości, ale też choćby szkoleń kierowców. Policja naprawdę powinna zacząć wyłapywać elki, które w miejscach z dopuszczalną 50 km/h lub więcej jadą 30 – czego taki kursant się uczy, do diabła?! Niestety, w tej chwili kandydatów na kierowców nie uczy się myślenia za kółkiem – to tylko kurs przetrwania na egzaminie.

A co ja robię w całym tym bajzlu na naszych drogach? Ja? Jestem święty! 😉 Ale przynajmniej staram się myśleć za kółkiem.

2 myśli nt. „Szybko, szybko! Prędko, prędko!

  1. Próbowałem się dowiedzieć, od kiedy funkcjonuje taki limit. Nie udało mi się, bo nikt z kim o tym rozmawiałem nie przypomina sobie niższych wartości. A nie ograniczyłem się do przepytania przedszkolaków.

    A na Pytamy.pl sprawdzałeś? 🙂